Podczas tegorocznego forum gospodarczego Welconomy w Toruniu zostałam zaproszona do udziału w panelu dyskusyjnym, poświęconemu tytułowemu pracownikowi z klasą. Ale czy jest jeszcze sens postrzegania zatrudnianych osób przez ten pryzmat?
Na początek definicja. Kim jest ów „pracownik z klasą”? Moim zdaniem to osoba, która przede wszystkim identyfikuje się z wartościami firmy, jest wobec niej lojalna, a przed JA stawia MY. To pracownik, który może i chce być ambasadorem swojego miejsca pracy – zarówno wobec koleżanek i kolegów w przedsiębiorstwie jak również na zewnątrz. Jednak, gdy zadaję to pytanie moim rozmówcom, z reguły słyszę takie odpowiedzi jak: punktualny, terminowy, obowiązkowy, etc. Ale czy te cechy nie powinny być w katalogu podstawowym? Czy tak bardzo obniżyły się standardy? A może to tzw. „rynek pracownika” zmienił nastawienie osób świadczących pracę?
Owszem, występuje w Polsce. Najczęściej jednak na okładkach gazet i „gorących” newsach serwisów internetowych. A jak jest faktycznie? Z jednej strony obserwujemy rekordowe kilkuprocentowe bezrobocie. Zgodnie z informacjami z Urzędu Statystycznego w Bydgoszczy istnieją w Polsce gminy, gdzie utrzymuje się ono nawet na poziomie ok. 1 – 2%. Brakuje rąk do pracy. Firmy niechętne zatrudnianiu obcokrajowców zaczynają zmieniać swoje nastawienie. Nie zmienia to jednak faktu, że od kilku lat wciąż brakuje inżynierów IT, przedstawicieli handlowych oraz wykwalifikowanych i niewykwalifikowanych pracowników produkcyjnych. Wymagania po stronie osób zatrudnianych rosną. Już nie praca na etat czy karta sportowa utrzymuje albo tłumnie przyciąga osoby do pracy. Dziś, z benefitów pozapłacowych najbardziej oczekuje się elastycznego czasu pracy. Osoby często zmieniające firmę nie należą do rzadkości. Wszędzie pełno informacji o tzw. milenialsach, którzy mają same roszczenia, ale nie zawsze mogą odpowiednio wiele zaproponować. Ale z drugiej strony statystyczny Polak szukający pracy szuka jej przez… 11 miesięcy. Czy w takich warunkach może ukształtować się „klasa” pracownika?
Na formowanie się pracownika z klasą zasadniczy wpływ ma komunikacja w firmie. Jeżeli jasno przedstawiane są: misja, wizja i cele, osoba zatrudniana zna swoje zadania i ścieżkę rozwoju oraz jest odpowiednio motywowana do pracy, wtedy szanse na ukształtowanie się opisanej wyżej postawy rosną. A kiedy pracownik dopiero wkracza na rynek pracy, to elementy z pakietu podstawowego nabywa niejako przy okazji. Zatem istnienie pracownika z klasą jest uwarunkowane nie tylko od jego osobistych uwarunkowań, ale także od środowiska wzrostu po stronie pracodawcy. Uważam, że medialna ułuda owego „rynku pracownika” może na dłuższą metę działać na niekorzyść pracowników. Wszak koniunktura na rynku zmienia się sinusoidalnie, a jej spadek łagodnie przeżyją ci, którzy to rozumieją i inwestują w relacje z pracodawcami. Z drugiej strony jeżeli przedsiębiorcy nie wykażą się elastycznością i otwartością w stosunku do swoich obecnych i potencjalnych pracowników to perspektywy rozwoju ich firm są marne.
Jako pracodawca uważam, że pracownik z klasą to nie przebrzmiały etos, ani przez nikogo nie widziany yeti. To wartość o którą warto zawalczyć zarówno osobom zatrudnianym jak i zatrudniającym. Dlaczego? Bo to się zwyczajnie obydwu stronom opłaca. Niezależnie od tego, do kogo w danym momencie należy rynek.
Ewa Korecka